niedziela, 26 lutego 2017

Tajemnica pani Ming

Okładka książki Tajemnica pani MingZ tyłu książki w tym wydaniu mowa jest o mistrzostwie autora i ja się absolutnie zgadzam, bo to jest naprawdę znakomity pisarz. Jednak reklamowanie jej jako kolejne z jego arcydzieł jest chyba lekką przesadą. W swoim dobytku ma znacznie wartościowsze książki, przynajmniej moim zdaniem.














Główny bohater przyjeżdża do Chin w sprawach służbowych i poznaje niezwykle sympatyczną kobietę, która opowiada mu niestworzone historie o dziesięciorgu dzieciach. Byłyby one bardziej wiarygodne, gdyby nie fakt, że istnieje tam przepis, który zabrania posiadania więcej niż jednego dziecka (dla ciekawskich — więcej o polityce jednego dziecka tutaj). Książka nie ma nawet stu stron, dlatego ciężko tu mówić o fabule. Właściwie to zapis rozmów między dwójką ludzi przeplatany krótkimi scenkami, które mają to uzupełniać. Są to na pewno treści bardzo mądre, nad którymi warto się zastanowić. Niektóre tematy jednak były tak wtórne, że czytało się to z poczuciem tego wszechobecnego banału. Ale mnie na przykład bardzo przypadły do gustu refleksje o byciu szczerym. To jedne z tych, które wypadły dość naturalnie.
Ten przesyt refleksji nie zaskoczył mnie. Eric-Emmanuel Schmitt słynie z bardzo metaforycznych treści i nadmiaru sentencji w swoich książkach. Tutaj również zastosował taką konwencję i początkowo trochę mnie to drażniło. Tytułowa pani Ming w każdą swoją wypowiedź wplata cytat Konfucjusza albo ogranicza się tylko do niego. Wydawało mi się to dość wydumane, ale ostatecznie doszłam do wniosku, że chyba spełniło swoją rolę — ukazało, jakim typem człowieka jest ta bohaterka.
Twist fabularny wiąże się z rozstrzygnięciem zagadki: pani Ming kłamie czy mówi prawdę? Sprawa rozwiązuje się dosłownie na ostatnich stronach powieści i chociaż nie szokuje, to wydaje mi się być dość interesującym zagraniem.
Jako fanka stylu autora nie mogę powiedzieć, że nie czytało mi się przyjemnie. Książkę pochłonęłam bardzo szybko, głównie ze względu na to, że jest taka krótka. Nie mogę jednak stwierdzić, że wydarzenia zaangażowały mnie albo nie pozwoliły przestać o nich myśleć. Ta opowieść jest… fajna. Kilka kwestii może daje do myślenia, czyta się to z uczuciem swojego rodzaju ciepła, z bohaterami raczej się sympatyzuje, ale nie widzę w niej nic szczególnie zachwycającego. Mimo że uznaję ją za udaną, prawdopodobnie szybko uleci mi z pamięci.

5 komentarzy:

  1. Mnie osobiście autor przez tą swoją metaforyczność po prostu wkurza ;P Także sięgać po to nie planuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli tak to rzeczywiście nie ma to sensu, bo to nie jest najlepsza propozycja na przekonywanie się do jego stylu :)

      Usuń
  2. Uwielbiam twórczość Schmitta i kiedyś na pewno sięgnę po Tajemnicę Pani Ming ;)
    Pozdrawiam,
    www.favouread.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam jedno nieudane spotkanie z autorem, ale nie skreślam go jeszcze.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

SZABLON WYKONANY PRZEZ KAYLO NA BAZIE CZARNEJ REWELACJI, PRZY POMOCY: BLOGGER PORADY ORAZ GRAPHICAL THOUGHTS. OBSŁUGIWANY PRZEZ BLOGGER.